Dzień 3 – Skerbersdorf – Bresinchen

Oj strasznie nam się nie chciało ruszać z tego campingu. Skorzystaliśmy jeszcze raz rano z basenu, wysuszone pranie zabraliśmy i spakowali do wyjazdu. Jeszcze tylko chcieliśmy się pożegnać z dwoma starszymi rowerzystami, którzy tu dojechali wczoraj w nocy. Okazało się, że jednym z nich jest Kurt. Wczoraj minęliśmy go na trasie gdy czegoś szukał. Spytałem go o co chodzi? Roześmiał się i powiedział że szuka swoich okularów i że nie ma co mu pomagać. Obaj zaskoczeni ponownym spotkaniem rano znów się roześmialiśmy. Spytałem, czy znalazł okulary? Tak. Pożyczył nam „viel spaß”, viedersehen i pojechaliśmy.

Najpierw przy trasie mieliśmy most do polskiej Łęknicy, więc pojechaliśmy tam do Biedronki na uzupełnienie zapasów. Dalej przejeżdżaliśmy przez Bad Muskau. Skręciliśmy więc do pałacu Mużaków. Piękny! Sami zobaczcie:

Dzisiaj chcieliśmy dojechać do Gubina. Znaleźliśmy za Gubinem camping i wiedzieliśmy że po polskiej stronie będziemy mogli jeszcze zrobić zakupy. Taki był plan. I w miejscowości nazywającej się jak jeden z bohaterów serii powieści kryminalnych Remigiusza Mroza, czyli we Forst wiedzieliśmy że ten plan jest realny. Jedyne co, to okropny upał dawał nam się mocno we znaki. 42 stopnie na otwartej przestrzeni w słońcu to nie przelewki. W cieniu było 36. Kluczowe było pilnowanie ilości wody i jej uzupełnianie w organizmie. Jak na złość po drodze nie było miejsc, gdzie mógłbym kupić sobie zimną colę, czy cokolwiek zimnego i mokrego. Dlatego ze względu na dystans robiliśmy mało postojów, ale musieliśmy się na chwilę chociaż schować przed słońcem by ochłonąć.

Szlak tutaj jest dość monotonny. Jedziemy wałem przeciwpowodziowym na jego grzbiecie albo wzdłuż wału drogą techniczną. Po prawej stronie rozlewiska rzeki i ewentualnie jakieś pastwiska dla baranów czy krów, a po lewej pola, drzewa, czasem las. Zabudów tutaj niewiele, choć i tak lepiej niż w Węgrzech wzdłuż Tisza – rzeki wzdłuż której jechałem od Tokaju do Tiszafüred. Mnóstwo ptactwa rozmaitego. Wiaterek lekki, ale sprzyjający, bo w plecy. Więc jechaliśmy i połykali kolejne kilometry.

W końcu dojechaliśmy do Gubina. Szybkie zakupy i dalej na camping. A co to Tomasz ma w koszulce? Hmmm… Nie tylko ja się dziwnie temu przyglądałem 🙂

Cieszyłem się, że przekonałem chłopaków do campingu w Niemczech, bo za 5€.
Dzwoniłem do tego campingu i pytałem się, czy na pewno koszt, to 5€ i czy można płacić kartą.Dziadek z campingu z któym rozmawiałem po niemiecku miał słaby zasięgu i co chwilę musiałem powtarzać, bo połączenie zrywało. Ale potwierdził jedno i drugie, czyli 5 EUR i mogę zapłacić kartą…
Na miejscu niestety się okazało gdy dałem mu swój dowód osobisty, że „nur geld” i 12€ bo 5€ jest za osobę plus za namiot 7€… Podyskutowaliśmy i zostaliśmy jednak. Udało mi się Dziadka przekonać do zapłaty w złotówkach równowartości tych 46€. Dałem mu 230 zł. Camping fajny, jeziorko obok, to się wykąpaliśmy w jeziorku. Co nabrało większego znaczenia po jakimś czasie, Żelu wyłowił z wody pływającego do góry brzuchem szczupaka. Duża sztuka. Wtedy jeszcze do głowy nam nie przyszło, że to może coś oznaczać. Wszak to jeziorko miało dopływ z Odry. Dopiero 2 miesiące później dotarło do nas, jakie to miało znaczenie…
Umyliśmy się w przestronnych czyściutkich prysznicach i poszliśmy na piwo 350 m dalej do biergarten przy pensjonacie – hoteliku.
Na miejscu okazało się, że możemy zapłacić kartami, więc wszyscy szczęśliwi. Ciekawe było hasło do WiFi: „bleibensiegesund”. Nie wiem, co to oznacza, ale wygląda na jakiś niemiecki połamaniec językowy w stylu stół z powyłamywanymi nogami.

Wzięliśmy pszeniczne jasne bez alko, dwa ciemne z lokalnego browaru i dla mnie radler taki prawdziwy 50/50 ze Sprite.
Już było ciemno gdy wróciliśmy na camping. Zjedliśmy kolację i zanim poszliśmy spać, musieliśmy wszystko zabezpieczyć bo chmury burzowe groziły dużą zapowiadaną ulewą. Do tego zerwał się silny wiatr… Ale póki co, spać.

TUTAJ możecie sprawdzić nasz ślad na Stravie.

A w następnej relacji o ulewie, mocnym słońcu i spaniu na dziko nad Odrą…

Dziękuję,
VLQonTour

Zostaw komentarz