Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna…
Tuwim miał rację! Co do joty! Chcieliśmy dojechać przynajmniej do Górowa Iławeckiego lub do Lidzbarka Warmińskiego, a tymczasem dałem radę tylko do Pieniężna. Jak to się stało?
- Pogoda, bo nie zdążyliśmy wyjechać z Elbląga a już padało. Taka zdrowa 2. W pewnym momencie przeszła w 3 i schowaliśmy się pod drzewami
- Mordewindem, bo wiało prawie cały czas w pysk
- Zimno, bo temp 15 stopni
- Przewyższenia, bo w drodze z Elbląga jest sporo pod górę
Poza tym późno wyjechaliśmy. No i wyszło nam niewiele ponad 100 km, a ja zmordowany jak nigdy. Opał mógł ciągnąć szybciej. Ja spowalniałem nasz duet.
W Elblągu ścieżki są ok, ale już na wylocie i później wzdłuż mierzei wiślanej te płyty betonowe były cały czas. Pal licho jeśli jeszcze były to nowe płyty (bo od ubiegłego roku zostały wymienione na niektórych odcinkach), elementy te stare od aleTolkmicka do Fromborka wytłukły nam tyłki. Opcio na nowym siodełku już nie problemów jak wczoraj, więc jest dobrze.
We Fromborku porobiliśmy zdjęcia w tym z Mikim, naszym kumplem astrologiem.
Poza tym we Fromborku zaliczyłem obok obserwatorium spektakularną glebę! Poszła krew. Dzień wcześniej tego samego w Malborku dokonał również Opał. Też krew poszła. Krótko mówiąc uczymy się SPD czyli buty spięte z pedałami. Fajne to, ale niebezpieczne 😂
Obiad zjedliśmy w Don Roberto. Jedzenie smaczne, ale czekaliśmy na nie wieki całe! Niestety ruszyliśmy stamtąd po 17.
Dalej droga ciągnęła się wzdłuż zalewu wiślanego. Co chwila siąpiło i przestawało, ale wiało i było zimno. Zaczęła się walka z czasem i goniącymi nas chmurami. Widzieliśmy z oddali jaka ulewa była nad Krynicą morską. Przed Nową Pasłęką brakowało trasy. Po prostu nagle zrobiło się skoszone pole tam gdzie GPS pokazywał trasę GV, a dalej traktorzysta zrezygnował z koszenia trasy i tyle. Game Over suckers! No to w tył zwrot i po płytach jazda dalej w poszukiwaniu GV. Bez GPS można stracić czas. Dalej przed Braniewem ktoś z projektantów GV wymyślił sobie wysypać żwir na wale i kazać rowerzystom tym jechać. Niby OK, bo płyt mieliśmy dość, ale gdy na wale wieje jakby chciało nas z niego zmuchnąć i jedziemy o wiele wolniej niż po płytach, bo ten szutrowych to nie był prima sort, to jednak woleliśmy jechać obok wału po płytach betonowych, które ciągnęły się cały czas aż do Braniewa. Ktoś tutaj niepotrzebnie zarobił… Przecież wcześniej droga szła po właśnie tych płytach razem z niewielkim ruchem kołowym i nikomu to nie przeszkadzało, a tu nagle takie coś. Oj!
W Braniewie mijaliśmy samych bokserów i judoków – a przynajmniej dresiarzy na takich wyglądających. Szybkie zakupy w Biedronce, bo przecież jest tak blisko 😂 i ogień dalej bo była już 19.
Ciekawostka: amfiteatr w Braniewie jest tak usytuowany, że spektakle mogą oglądać prze okna osadzeni w areszcie po drugiej stronie drogi. Ubogacają się kulturalnie 😎
Dalsza trasa naprawdę pięknym asfaltem. Mijaliśmy kolejne małe miejscowości, w których nie dostrzegliśmy niczego wyjątkowego. A ze mną było coraz gorzej. W pewnym momencie już myślałem, że mi psycha siada, bo wydawało się że cały czas jadę pod górę. Dopiero na miejscu w Pieniężnie zobaczyłem, że to była prawda. W ciągu dnia różnicy w poziomie było sporo ponad 1000m i w końcowym odcinku dość sporo, ale jednostajnie. Teraz to Opcio był na czele a ja marudziłem z tyłu. Kiepsko. Jakoś doczłapałem do Pieniężna.
To seminarium misyjne księży werbistów w Pieniężnie. Mają tam muzeum z pamiątkami z misji. Ale budynek bez charakteryzacji idealny do kręcenia X-men jako siedziba młodych mutantów 😉
Wyjechaliśmy na górę zobaczyć wieże kościoła i ratusz z bliska. Nie zrobiłem zdjęcia i to chyba dobrze, bo ciemno a i poza kościołem to nie ma co oglądać. Ratusz w ruinie a dookoła pseudo rynku stoją pseudo kamieniczki, czyli współczesne domki z fasadami naśladującymi styl kamieniczek jakie znamy z rynków w Krakowie, Poznaniu czy gdzie indziej. Ciekawe to, ale wcale nieurodziwe. Ot, takie gargamele. Dodzwoniłem się do Hotelu Hermes, gdzie przyjęli nas przed 22. Ciepło, czysto, wygodnie. Można korzystać z kuchni. Jest Tv i internet. I tylko 100 zł za zziębniętych rowerzystów. A i rowery miały swój pokój.
Podsumowując kolejny wyjazd musi być wcześniej, inaczej nie zrobimy takich przebiegów jak chcieliśmy. No i ta pogoda! Gdzie te upały rekordowe? Ja się pytam!!!




















