Jesteśmy w Elblągu

O 4:45 władowałem się do Pendolino, które zawiozło mnie do Krakowa. Inaczej określić się tego nie da, bo wchodzenie do pociągu z rowerem, który obładowany jest z tyłu sporą ilością bagażu (może nie tyle gabarytowo, co wagowo) wygląda, uwierzcie mi, spektakularnie. Na pewno trening siłowy z Riczim dzień wcześniej, gdy zrobiliśmy disco (czyli klata+bicepsy) mi w tym nie pomógł. Zwłaszcza, że zakwasy bicepsa trzymają mnie strasznie jeszcze dzisiaj rano. Ale to dobrze! Jak bolą, to znaczy że rosną! A podobno życie zaczyna się po pięćdziesiątce… w bicepsie 😉 Rowery można zawiesić na hakach niestety nieosłoniętych niczym gumowym, co zaowocowało porysowaniem obręczy przedniego koła.

Poza tym usytuowanie w miejscu, gdzie się wsiada do wagonu, przechodzi przez automatyczne rozsuwane na przycisk drzwi do przedziału pasażerskiego i jeszcze są trzecie drzwi do kibelka, to za wiele na raz na przestrzeni 1m2! Zwłaszcza, że mój rower ma baaaardzo wysoko ustawioną kierownicę. Dlatego każdy, kto musiał przejść przez to miejsce (a oprócz mojego roweru był jeszcze jeden) nadziewał się na rogi na końcach mojej kierownicy. Najgorzej miał gość z obsługi z kawą- herbatą, który zdrowo się tam nagimnastykował. Przy wyjściu z pociągu jeszcze więcej gimnastyki dla mnie, bo wyjście z takim ciężkim rowerem też łatwe nie jest.

Od 6:30 musiałem poczekać do 9:07 na drugi pociąg, którym już razem z Opciem mieliśmy się dostać do Malborka. Cóż… Mam ciężki rower, na szczęście okazuje się  że pociąg na który czekam będzie z tego samego peronu, ale po 1,5h mój pęcherz powiedział BASTA. Poszedłem do bufetu na peronie i uprzejmie zapytałem, czy mógłbym zostawić u tej pani rower pod opieką na 10 min toalety? Nie. Nie bo nie. Żywego ducha u niej w bufecie ani na peronie, ale nie. Twoja strata stara babo! Wypiłbym kawę, wciął ciastko, kupił jeszcze kanapkę i gazetę, więc parę złotych zostawił, ale nie. Nie rozumiem tego. Oczywiście po przeszukaniu całego dworca głównego w Krakowie stwierdziłem, że inwalida na wózku ma tam przechlapane. Bo owszem, prawie wszędzie wjedzie. Ale nie do kibla, bo tam są schody. Pewnie wjeżdżając trzeba pogwizdywać Jamiroquai „I’m going deeper underground” Bo schody są na najniższy poziom… Odpuściłem. Dobry gospodarz do domu doniesie, mawiają na Podkarpaciu 😉

W międzyczasie na peronie zaroiło się od ludzi, pojawił się Opcio ze swoim pięknym nowym wypasionym Rometem Orkanem na deore XT. Piękny, czarny. W końcu zapakowaliśmy się do naszego 15 wagonu. Duży przedział dla rowerów. Lepiej niż w Pendolino, bo tutaj dobre stojaki rowerowe, a nie takie kiepsko dostosowane po zdemontowaniu dodatkowych półek bagażowych w przejściu. Niestety w przedziale pasażerskim duszno i ciasno. Siedzenia numerowane, ale do Warszawy przeczekaliśmy w drugim wagonie w zdegradowanej pierwszej klasie. Od Warszawy już było tak tłoczno, że wróciliśmy na nasze miejsca. Od groma ludzi stojących bez numerków gdzie się da. Między rowerami całe rodziny z małymi dziećmi. Nawet para z wilczurem. Ciasno. Duszno. Wtedy wjeżdża koleś z kawą i herbatą i mówi, że w dwóch ostatnich wagonach nikogo nie ma! W PKP od lat bajzel. I nic się nie zmienia. Przecież widzieli, ile się biletów sprzedaje. To nie można było dołożyć tyle wagonów, żeby było ludziom wygodnie? Żeby znowu chcieli jechać pociągiem? Ja już wiele lat nie miałem okazji jechać. I teraz już sobie przypomniałem, dlaczego.

Po wylądowaniu w Malborku, o prawie godzinę później niż w rozkładzie, ruszyliśmy najpierw zobaczyć zamek krzyżacki. Opał widział go tylko z pociągu. Ja widziałem wiele lat temu, jako dzieciak. Zamek się nie zmienił za bardzo 🙂

Później popędziliśmy krajową 22 do Elbląga, bo Opcio stwierdził, że jednak na jego siodełku nie da rady jechać całej trasy, więc chcieliśmy zdążyć przed zamknięciem GoSportu w Elblągu. Po 19 zameldowaliśmy się w hotelu Galeona. To stary hotel po PTTK, ale jest w centrum i niedrogi, a standard jest dla nas akceptowalny.

Rano zjedliśmy śniadanie, dowiedzieliśmy się że ustrój jeszcze nam się w kraju nie zmienił, ale pogoda będzie kiepska. Zachmurzone niebo jest, ale jeszcze nie pada. A my lecimy, bo późno już!

Zostaw komentarz