Najczęstsze pytanie jakie pada ze strony osób z którymi rozmawiam o Green Velo jest:
no i jak ta trasa? da się przejechać? dużo asfaltu? jest gdzie spać i jeść?
Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, by wyrokować o jakości Green Velo jako trasie rowerowej, bo nie miałem okazji pojeździć na wielu trasach w różnych częściach świata, by mieć jakieś sensowne porównanie i móc powiedzieć z czystym sumieniem, że „jest dobrze” albo „jest źle”.
Założeniem głównym z jakim ruszyłem w trasę było, by sprawdzić, czy rzeczywiście ten ogromny projekt kilku województw przy wsparciu ogromnych środków unijnych został wykonany, jest przejezdny i czy jest gotowy do przyjmowania turystów nie tylko z Polski ale i też zagranicznych jak to pięknie prezentowano w reklamach telewizyjnych – chodzi o bazę noclegową, gastronomiczną i samo wytyczenie trasy.
Trasę dało się przejechać. Asfaltu było wcale nie za wiele. Ja obstawiałem, że będzie go grubo ponad połowę trasy. Subiektywnie wydaje mi się, że jeżeli zaliczyć „ulepiankę asfaltową” czyli drogi podrzędne najbardziej lichej jakości, gdzie dziura dziurę dziurą pogania jako nieasfaltową – bo nie da się po niej poruszać z prędkością 30 km/h i ponad, to wychodzi na to, że asfaltu było 30%. Bardzo dużo za to było dróg utwardzonych tłuczniem, szutrowych o różnym kalibrze kamieni – od znośnych do wielkości mojej pięści. Wtedy bywało, że koło potrafiło na takich kamulcach uskoczyć w bok o kilkanaście cm. Niefajnie. Sporo przecinek przez pola i lasy. Od razu ostudzę romantyków MTB, którzy twierdzą, że to cudownie. Jeżeli jedziecie wycieczkę 30-50 km, to spoko. Ale jeżeli chcecie pojechać ponad 100km dziennie, to piasek w lesie, w którym tylne koło obciążone sakwami zakopuje się do wysokości piasty bardzo wpłynie na grymas na Waszej twarzy. Błoto, dziury, śliska nawierzchnia, to kilka procent. Tak więc najwięcej jest podrzędnych dróg asfaltowych na których główną nawierzchnię kładziono w latach 80 a później tylko doklejano nowe łaty na łatach, dróg szutrowych oraz ziemnych przez pola i lasy. Tego jest 60%.
Baza noclegowa i gastronomiczna? Niby jest, ale trzeba pamiętać, że trasa GV poprowadzona została z ominięciem głównych tras komunikacyjnych i pomiędzy większymi miejscowościami (w których i tak najlepiej zjechać z trasy, by trafić do restauracji czy baru) na wielu długich odcinkach nie ma naprawdę niczego! Jeżeli złapie Was głód w jakiejś małej miejscowości i zatrzymacie się na MOR (Miejsce Odpoczynku Rowerzysty) licząc na znalezienie na nim jakiejkolwiek informacji, gdzie jest najbliższy sklep, bar, nocleg czy cokolwiek takiego, to niestety nie znajdziecie. Podobno jest jakiś zakaz wieszania takich ogłoszeń na MORach. Moim zdaniem absurdalny! Ja rozumiem, że MORy zostały wybudowane za kasę unijną, i nie wolno, bo unia się nie zgadza na wykorzystanie ich współwłasności do celów komercyjnych (wiem, bo sam też zrealizowałem 2 projekty unijne), ale gmina mogłaby w takim razie postawić obok tablicę, by lokalsi się zareklamowali! Jeżeli bym widział ogłoszenia, że noclegi, agroturystyka za 60 i 100km tu i tam, to będąc na trasie już dzwonię pod podany numer, by zarezerwować sobie nocleg. Tak więc w praktyce to wyglądało w ten sposób, że kilka takich dni było, gdy jadąc rowerem wydzwaniałem pod wszystkie adresy agroturystyki, noclegów, hoteli, pensjonatów przez cały dzień, by znaleźć jakiekolwiek miejsce gdzie mogę pod dachem w cieple się wyspać i wykąpać po całym dniu w deszczu i zimnie. Nie sądzę, bym miał akurat pecha i brakowało dla mnie miejsc. Ja twierdzę, że baza noclegowa wzdłuż GV jest niewystarczająca i niewystarczająco rozreklamowana w internecie. Może gdyby po wsiach lokalsi mogli dać ogłoszenia na MORach, toby im pomogło znaleźć klienta, a rowerzystom lepiej zaplanować wyprawę i noclegi. Podsumowując przez problemy z noclegami straciłem przynajmniej 2 dni na trasie, bo musiałem się zatrzymywać po przejechaniu 80km. Wiedziałem bowiem, że dam radę pojechać i 160km, ale nie wiedziałem, czy wtedy będę miał gdzie spać…
Z gastro trochę lepiej, chociaż miejscami też szału nie było. Pamiętam odcinki, gdy żałowałem strasznie, że nie wiozłem ze sobą dodatkowych 2l wody, bo przez 20-30km nie było ani jednego sklepu przy GV. Brakowało mi też oznakowania na MORach lub przy trasie drogowskazów, reklam, gdzie można skręcić na obiad. W tamtym roku nie byłem w ogóle przygotowany do robienia sobie ciepłych posiłków i byłem totalnie uzależniony od bazy przy trasie. Wiele razy tego żałowałem. Na tym polu można jeszcze sporo poprawić.
Pamiętam, jak przygotowując się do wyjazdu w ubiegłym roku czytałem opinie rowerzystów, którzy pokonali przede mną jakieś odcinki GV. Była nawet strona GreenFailo, która obnażała różnego rodzaju braki i niedociągnięcia przy realizacji tego dużego projektu Green Velo. Nie widziałem wówczas nikogo, kto mógłby się pochwalić, że przejechał prawie całą trasę Green Velo. To ostatecznie skłoniło mnie do podjęcia wyzwania i przejechania od Rzeszowa do Elbląga. Po przejechaniu takiego dużego odcinka, mimo tego, że dostrzegam wiele błędów, braków i niedociągnięć, to daleki jestem od krytykowania. Widziałem w tym roku jadąc GV do Dynowa z Rzeszowa ile drogowskazów GV zostało zlikwidowanych, obróconych złośliwie, jak niszczone są odcinki dróg polnych maszynami rolniczymi. Widzę, że strona www.greenvelo.pl nadal nie działa jak należy a wręcz została trochę okrojona. Aplikacja na smartfony nadal występuje jako wersja alfa (nawet nieprodukcyjna) i nie działa poprawnie. Za to promocja na targach i chwalenie się polityczne jest robione wzorowo 🙂 Właśnie dlatego niepokoję się, jak to wygląda. Bardzo byłoby szkoda, gdyby GreenVelo pozarastało chwastami, zostało zdewastowane przez pijaczków przesiadujących w MORach, a drogowskazy skoszone przez złośliwych kombajnistów którym wszystko jedno, czy zniszczą tą ścieżkę rowerową traktorem jak popada, czy nie, bo oni nigdy tą ścieżką na rowerze się nie przejadą.
Skończywszy mapę z tras z endomondo i po dorobieniu brakujących ścieżek mam wreszcie najbardziej wiarygodny wynik długości przejechanej przez mnie trasy. Wygląda to tak:
| 5 VIII 2016 | 142 |
| 6 VIII 2016 | 153 |
| 7 VIII 2016 | 125 |
| 8 VIII 2016 | 87,05 |
| 9 VIII 2016 | 110 |
| 10 VIII 2016 | 89,3 |
| 11 VIII 2016 | 135 |
| 12 VIII 2016 | 104 |
| 13 VIII 2016 | 111,8 |
| 14 VIII 2016 | 124 |
| 15 VIII 2016 | 81,6 |
| SUMA | 1262,75 |
Licznik pokazywał ponad 1300, bo bez GPS jechałem po Helu itd. Poza tym licznik rowerowy pewnie trochę policzył więcej.
Podsumowując:
W tym roku ruszam w trasę Green Velo, by przejechać się dokładnie trasą – bez zbaczania z niej (no chyba, że tylko po to by spać, jeść lub zwiedzić coś ciekawego).
Poza tym – jadę z moim Przyjacielem – Opcio. Bierzemy namiot, kocher by sobie ugotować ciepły posiłek i być bardziej niezależnymi od kiepskiej bazy przy GV
Ostatnim założeniem jest czas – wyruszamy z Elbląga i jedziemy do Rzeszowa. Chcemy dojechać w ciągu 7 dni!!!
Trzymajcie kciuki!
