3 lutego – podróż do Gruzji zakończona w Rzeszowie

Zamówiłem taksówkę na 5:30 pod blok. Przyjechała 5 minut wcześniej. Bez problemów się zmieściliśmy, bo to Skoda Kodiaq – pojemne auto. Quiver, czyli specjalna torba do spakowania sprzętu narciarskiego do samochodu wypełniona podobnie jak w ubiegłym roku. Czyli 3 pary nart, kijków, buty narciarskie i na dopchanie jeszcze spodnie narciarskie. Całość jest bardzo ciężka, nieporęczna, bo ma prawie 2 metry długości i uchwyty z taśm identycznych jak pasy bezpieczeństwa samochodowe. Obijają narty swoimi skistoperami biodra jak nieszczęście. Dojechaliśmy na nasz smutny dworzec PKS na którym wciąż mimo mijających lat niewiele się zmienia. Na stanowisku na którym ma się pojawić nasz Neobus ani jednej żywej duszy. Zaniepokojona Patka zaczęła sprawdzać, czy nie pomyliliśmy dat i godziny. Nie. Wszystko gra, tylko ludzi nie ma kompletnie. Na szczęście o 5:55 pojawiło się dwie osoby i autobus. Nie lubię jeździć autobusami, bo są mniej wygodne dla mnie niż pociągi. Pomęczyłem się to drzemiąc, to słuchając muzyki, aż w końcu dojechaliśmy na lotnisko w Warszawie. A dlaczego w taki sposób? Otóż wybierając sposób dostania się do Gruzji okazało się, że lot WizzAir z Katowic jak w ubiegłym roku, kosztuje o wiele więcej, bo 3500zł około. Zaczęliśmy więc szukać tańszych alternatyw. Wyszło nam, że lot WizzAir z Warszawy do tego samego Kutaisi co z Katowic kosztuje około 2500zł, co i tak było ceną wyższą niż rok wcześniej. A dlaczego autobus a nie pociąg? Bo z takim wielkim bagażem sportowym jak mamy, o wiele lepiej jest wysiąść na lotnisku niż siłować się z nim z pociągu do pociągu czy taksówki itd.

Mieliśmy parę godzin zapasu na lotnisku, bo dojechaliśmy po godzinie 11 (tak! 5h jechał autobus przez Tarnbrzeg!) a samolot miał wylot o 14:15. Po jakimś czasie na lotnisku pojawił się Dudi z Karolem i Erykiem – bliźniakami, którzy właśnie dzisiaj mieli swoje 15-te urodziny. Wzięliśmy więc bagaże na wózkach lotniskowych i poszliśmy do odprawy.

Dziewczyna, która sprawdzała wagę najpierw naszej walizki 23kg nie przejmowała się wagą jaka jej się pojawiła i nam się to spodobało, bo w walizce mieliśmy praktycznie wszystko oprócz elektroniki, przekąsek i podobnych pierdół, które mieliśmy w plecakach (jedyne za co nie trzeba dopłacać do bilety osobowego). Zadowoleni, że walizka została obklejona odpowiednimi taśmami, kodami kreskowymi i znikła w czeluściach taśmy transportowej musieliśmy jeszcze nadać bagaż sportowy. Czyli ten strasznie ciężki i nieporęczny quiver. Długa ta torba tak bardzo, że ciężko położyć ją na taśmie z wagą, by ją sprawdzić. Zauważyłem, że dolna jej część oparła się o ziemię, waga wskazała 25,4kg a Babeczka z WizzAir zacząła zakładać taśmy z oznaczeniem bagażu i powiedziała nam, gdzie mam z tym bagażem iść do okienka bagażu nadmiarowego. Chciałem już iść, ale jakieś zamieszanie się zrobiło przy okienku obok z Dudka quiverem. Chwilę później już jednak mogliśmy iść nadać nasze wielkie bagaże.
Tam też bez problemów bagaże nadane, przeskanowane, wszystko gra. Mogliśmy iść w kierunku naszej bramki z której już tylko wsiąść do samolotu. Ponieważ okazało się, że już niezbyt dużo czasu zostało do odlotu, to nie mieliśmy czasu rozsiadać się w kawiarni by ciastami uczcić urodziny Bliźniaków. Kupiliśmy muffinki, narobili im obciachu śpiewając gromko sto lat, wręczając muffinki w tym tłumie ludzi czekających na wejście na pokład samolotu. Chłopaki zdążyli zjeść ciasta i wtem rozległ się komunikat wzywający Patrycję Gargaś – Setlak i Eryka Dudzińskiego do obsługi przy bramce. Poszliśmy tam i atmosfera się zesrała…

W sposób bezobcesowy niewysoka dziewczyna z obsługi WizzAir głosem niecierpiącym sprzeciwu (i robiąc „grożne miny” a’la PAD Duda, co mnie bardziej bawiło niż straszyło) zakomunikowała, że ponieważ na sortowni obsługa lotniska zważyła nasze bagaże sportowe i wykazały one wyższą wagę niż przy ważeniu na odprawie a przewyższającą 32 kg na sztukę, to nasze bagaże nie polecą, Patrycja i Eryk też nie polecą „i kropka”! Zdecydowanie w kółko powtarzała, że musieliśmy dołożyć coś do bagaży między odprawą a nadaniem bagażu i dlatego wyszła wyższa waga niż na odprawie. Problem w tym, że zaklinaliśmy się z Patką, że nic takiego nie miało miejsca, bo i nie miało faktycznie miejsca, ale babka w kółko powtarzała, że to niemożliwe, bo na odprawie waga była 25 kg a na sortowni 38kg! Generalnie zero dyskusji. Tomek, ponieważ Eryk na którego był wykupiony nadmiarowy bagaż, jest niepełnoletni dostał decyzję, że jeśli chce lecieć, to może to zrobić, ale bez bagażu. Patrycja natomiast usłyszała, że nie poleci nie tylko jej bagaż sportowy, ale i walizka, która była do niej przypisana i ona sama też nie poleci, bo to taka kara za oszustwo.
Ponieważ bramka miała być zaraz zamknięta i samolot miał odlatywać, to musieliśmy szybko podjąć decyzję. Próbowaliśmy jeszcze cokolwiek wskurać, ale bez jakichkolwiek rezultatów. Zdecydowaliśmy, że zostajemy i będziemy próbowali przebookować bilet, albo coś wymyślać. Dudek stwierdził, że on leci, zostawia jeden bagaż sportowy a jak wróci, to go po prostu odbierze.

Bramka została zamknięta, samolot poleciał. A my ruszyliśmy do okienka WizzAir, by dowiedzieć się, kiedy możemy polecieć do Gruzji a później coś pokombinować z bagażem. Powinniśmy byli pójść do odbioru bagażu i dopiero wtedy robić coś dalej, ale byłem tak wściekły na całą tę sytuację, że chciałem jak najszybciej znaleźć rozwiązanie i wtedy zająć się bagażem. W okienku WizzAir dowiedzieliśmy się, że z Warszawy do Kutaisi w Gruzji leci tylko jeden kurs dziennie i możemy bilety przebukować dopiero na wtorek (pojutrze, jak powiedziała starsza pani w okienku) a jest sobota. Powrót w sobotę za tydzień. Żeby dotrzeć do Gudauri wraz ze zmianą czasu mamy jeden dzień stracony na dostanie się do Gudauri i jeden dzień na wydostanie stamtąd i powrót do Rzeszowa. Z tego względu wiedzieliśmy że wylot na tydzień od soboty do soboty jest absolutnym minimum, żeby mieć chociaż te 5 dni na jeżdżenie na nartach. A tu jeszcze wylot we wtorek dopiero? To zostaje nam tylko 2 dni na jazdę i trzeba wracać! Mało tego, za przebookowanie (dlaczego nie jest używane powszechnie żadne polskie słowo na tą czynność?) musimy dopłacić około 500zł za każdą osobę, czyli 1500zł! To rozwiązanie nie wchodzi w grę. Zaczynają nam dzwonić telefony. Dzwoni Kinia i słusznie mówi: kupcie bilet w jedną stronę do Gruzji dzisiaj i tyle. Idziemy do LOTu. Pytamy o cenę w jedną stronę z Warszawy dzisiaj do Tbilisi. 6000zł!!!!! 2000zł za osobę… Masakra. I to bez bagaży. Jutro cena taka sama. Opadły nam ręce. Dziewczyny się popłakały. Jagoda z żalu, bo tak bardzo czekała tego wyjazdu, że będzie mogła z Karolem i Erykiem spędzić czas, w Gruzji, która jej się spodobała w tamtym roku i tego, że oni mają dzisiaj urodziny i ona tak bardzo czekała na to wszystko. Pati dręczona niesłusznie wyrzutami sumienia, że powinniśmy byli z Jagodą lecieć, a ona zostać i sama kobinować. Teoretycznie może by to miało sens, ale nie wyobrażam sobie polecieć z Jagodą bez jakichkolwiek rzeczy (ubrania, kosmetyki itp) i liczyć, że Patrycja jakoś sobie sama ogarnie sytuację. Zwłaszcza że zostałaby z bardzo ciężkim quiverem, który ja nie bez wysiłku podnoszę z moim kontuzjowanym bicepsem.

Zaczęliśmy z Patką po omacku próbować znaleźć rozwiązanie tej sytuacji.
Mam jedną niezawodną, sprawdzoną osobę, która w podobnych sytuacjach postępuje podobnie do mnie – DZIAŁA. Jest mi jak brat, którego nie miałem, ale w nim go mam. Opcio oczywiście nie zawiódł i tym razem. Od razu przystąpił do działania i szukania możliwych sensownych opcji. Nagle się okazało, że możemy polecieć greckimi liniami, albo tureckimi i w okolicach 2500zł polecieć jutro. Gdy już wszystko sprawdziliśmy i miałem powpisywane wszystko w rezerwacji na stronie greckiej lini lotniczej, przechodziłem do następnego kroku, czyli płatności, nagle strona Aegaen się wysypała i cofnęło mnie do początku procesu rezerwacji. Zacząłem wybierać skąd, dokąd lecimy, kiedy i ile i jakich osób i nagle z początkowej wyjściowej ceny 720zł za osobę (bez bagaży) zrobiło się ponad 1130zł. Masakra. Zacząłem więc próbować szczęścia z rezerwacją tureckiego Pegasusa z międzylądowaniem w Antalyi. Niestety okazało się, że możemy kupić bilety ale nie ma opcji bagażu sportowego.

W międzyczasie Opcio znalazł coś ciekawego. LOT ma jutro przelot z Rzeszowa do Tbilisi z międzylądowanie w Warszawie o wiele taniej niż bezpośrednio z Warszawy do Tbilisi. Początkowo cena 720zł za osobę była dostępna na porównywarkach rownież na stronie LOT.pl Zacząłem więc robić rezerwację na stronie LOT. I co? Niestety prawie 3500zł. To i tak taniej niż 6000zł z Warszawy, ale to wciąż sporo. Przecież za bilety w Wizz Air zapłaciliśmy już wcześniej 2500zł, a tutaj tylko w jedną stronę cena o ponad 1000zł wyższa! Opcio dzwoni i pisze, żebym spróbował przez stronę pośrednika. Próbuję. Jest dobrze – cena z walizką 23kg 2520zł. Ale nie mam możliwości dopłacenia do bagażu sportowego. Jest wątpliwość, czy będziemy mogli dokupić ten bagaż sportowy w LOT, jeśli bilet kupimy od pośrednika. Pati leci do okienka LOT by się spytać, a ja wypełniam formularze na laptopie, by być gotowym do zapłaty za bilet by znów nie uciekła mi akceptowalna cena…

Będziemy mogli dokupić bilet! Super! Klikam „płacę kartą Visa” i co? Transakcja odrzucona. Niewiele myśląc o tym z jakiego powodu to się stało, wprowadzam szybko dane drugiej karty z innego banku, żeby nam się znów cena nie zmieniła na o wiele wyższą. Zapłacone! Super! Pati w pogotowiu czekała, że mamy ten bilet z Rzeszowa jutro o 16:45 do Tbilisi z międzylądowaniem w Warszawie i już w poniedziałek o 5:35 rano będę mógł skakać z radości na gruzińskiej ziemi. Czekała w pogotowiu z otwartą rezerwacją Flixbusa, który odjeżdza z lotniska na którym wciąż siedzimy w Warszawie do Rzeszowa i odjeżdża za godzinę. Bilety do Rzeszowa kupione. Jeszcze tylko kanapka z Maca, bo z tego stresu zapomniałem o jedzeniu i lecę do okienka LOT by wykupić bagaż sportowy za 250zł. Udało się!
Flixbus do Rzeszowa jechał wyjątkowo sprawnie i na miejscu był prawie godzinę wcześniej niż planowo. No mieliśmy nieco skonsternowane miny i nastroje witając się z domem po całym dniu spędzonym w stresie na lotnisku Chopina w Warszawie.

Jeśli ktokolwiek z WizzAir sądzi, że nic nie zrobię z tym, że do spółki z obsługą lotniska próbowali zniszczyć mnie i Przyjaciołom ferie, to się grubo mylą. Niestety nauczony potyczkami z United Airlines i Lufthansa, wiem, że ciężko z liniami lotniczymi cokolwiek ugrać. A z roku na rok cała ta lotnicza bezduszna machina nie dość że kosztuje coraz więcej, to jest coraz bardziej bezduszna i zasłaniając się procedurami zdaje się nie zważać kompletnie na to, jak niszczy humory, marzenia i plany ludziom. Nie ma tutaj za grosz empatii, cienia elastyczności czy dbałości o to by podróżny chciał wrócić. Nie dotyczy to obsługi na pokładzie samolotu, gdzie w większości te starania jeszcze widzę. Chodzi o podejście do podróżnych jakie mają pracownicy linii lotniczych i obsługi lotnisk na dużych lotniskach. To właśnie do nich mam pretensje i przed nimi Was ostrzegam.

A jutro znów atakujemy Gruzję. Tym razem jednak z lotniska w Rzeszowie. Czy będzie lepiej i czy się nam w końcu uda dotrzeć do naszych Przyjaciół, którzy w Gudauri czekają na nas? O tym niebawem.

VLQ

Zostaw komentarz