Ten ostatni tydzień przed wyprawą, to było wariactwo. No jakbym miał zaraz w piątek umrzeć, a nie ruszyć na półtora – dwa tygodnie corocznego mojego pedałowania. Nagle się pojawiały tematy sprzed pół roku, które wtem stały się pilne. I co jedna sprawa, to ważniejsza. Najbardziej mnie rozbroiły banki z ich żądaniami. No ale podołałem. Wyjechałem z Kielanówki dopiero o 19:24. Trochę za późno, no ale tak wyszło. Remont placu przed dworcami w Rzeszowie mi nie ułatwił zdążyć na pociąg, bo poustawiane są płoty w taki sposób że ciężko dojść, jak dojść 😃

Ale jednak spokojnie zdążyłem przed czasem i nawet jeszcze zdążyłem skoczyć do Żabki po picie i rogalika. Na peron drugi bez problemu dostałem się windami przez przejście podziemne. No wreszcie jest tak, jak powinno być od dawna. Brawo PKP! WRESZCIE! Bo jak sobie przypomnę to tachanie roweru z sakwami po schodach dotychczas, to aż ciarki przechodzą.

Poczekałem jakieś 15 minut i pociąg się wtoczył. Wagon 12. Pytanie jednak gdzie rowery? No i gdzie jest ten wagon? Komunikat głosowy podał po polsku, że 12 wagon będzie w środku składu. Więc się nie ruszam. Zastanawiałem się jednak, skąd mają to wiedzieć goście zagraniczni? Ciemnoskórych akurat dzisiaj kilku było. Niestety w Rzeszowie komunikatów po angielsku nie usłyszysz…


Wjeżdża pociąg. I co? Idealnie przede mną zatrzymuje się wagon 12 i drzwi obok których namalowany jest rower! Dobry początek wyprawy! Stoję grzecznie nieco z tyłu, żeby dać ludziom biegnącym do odpowiednich wagonów przejście. A tu Pani stojąca przed drzwiami wejściowymi mówi głośno, żebym wsiadał z rowerem pierwszy! Wow! No niestety ludzie za nią nie chcieli zrozumieć jej intencji i gdy tylko ostatnia osoba wygramoliła się z wagonu, zaczęli omijać uprzejmą Panią i ryć się do wagonu. Pierwsze były oczywiście paniusie z telefonami przed oczami i słuchawkami w uszach, co to mają wszystko dookoła w nosie. Zagrodziłem więc rowerem pozostałym drogę i wgramoliłem się do środka. Sakwy niby ważą 16,5 kg, więc nie jest to dla mnie duży ciężar, ale gabaryt po bokach i środek ciężkości na tylnym kole powoduje problem z pokonaniem tych trzech schodków na pokład wagonu z poziomu dworca. Wszystko się jednak udało, a w środku zaskoczenie: okazuje się, że w moim wagonie jest 12 wieszaków na rowery! Sporo. Rower wiesza się za przednie koło. Siedzenie mam zaraz przy wejściu do przedziału rowerów. Pod fotelem mam gniazdko, więc siedzę i piszę jednocześnie ładując telefon.

Mój pociąg planowo miał się pojawić w Katowicach o 23:30. Tymczasem okazało się, że już w Krakowie był opóźniony. Do Katowic dojechałem około północy. Już wtedy wiedziałem od Tomka, że ich pociąg z Warszawy do Szklarskiej Poręby jest opóźniony o ponad 40 minut. Poprosił mnie, żebym mu kupił, jeśli się uda piwa 0%. Wysiadłem więc w Katowicach i najpierw sprawdziłem o ile jest opóźniony ich pociąg? 60 minut. Czyli jeśli miałem wyjechać już razem z ekipą o 0:01
to wyjadę w najlepszym wypadku o 1:01. Miałem więc godzinę czasu. Szukałem otwartego sklepu, ale nic poza Mc’Donaldem nie działało. Zjadłem podłego Mc’Double nijak nie wyglądającego jak na obrazku i pojechałem w Katowice.
Pokręciłem się w pobliżu dworca, ale poza Kebab King i drugim McDonald’s oraz striptease klubem, wszystko było zamknięte.
Wróciłem na dworzec. Zjadłem jeszcze cheeseburgera w zestawie z frytkami i pojechałem na peron 2. I czekałem. Czekałem. Czekałem i przysypiałem. Ale czekałem.
Dopiero o 2:03 pociąg się pojawił. Mieliśmy z chłopakami ten sam wagon. To dobrze. Ale pomimo posiadania wykupionego miejsca na rower, miejsca na rower dla mnie nie było już. Podwiesiłem więc za przednie koło na własnej lince rower i poszedłem zająć swoje miejsce.
Gdy powiedziałem jakiejś pani, że to moje miejsce, ta zaczęła się mnie pytać, czy bym się nie zgodził zamienić na miejsce obok. Wówczas jakaś inna starsza kobieta zaczęła swój lament, że ona ma tylko miejsce stojące i że chciałaby na moim miejscu zostać. Powiedziałem, że przykro mi, ale to moje miejsce i muszę się wyspać, ale za chwilę wrócę, gdy przywitam się z moimi kolegami – tam dalej w wagonie. Pogadałem chwilę z Tomkiem, przywitałem jednego śpiącego już kolegę i wróciłem na swoje miejsce. Ten ścisk w wagonie był straszny. Gdy tylko zasypiałem, co rusz ktoś mnie trąchał i tym samym budził…
Na szczęście już od Krakowa zrobiło się luźniej, a od Wrocławia miejsca było na tyle dużo wolnego, że mogłem usiąść z chłopakami. Pytaliśmy konduktorkę, czy mogą nam zatrzymać pociąg w Szklarskiej Porębie, bo na pewno na niego już nie zdążymy ze względu na opóźnienie tego pociągu Karkonosze. Niestety nie.
Na szczęście nasze bilety były na cały dzień a nie konkretny pociąg i określoną godzinę, a kolejne wyjeżdżały co godzinę…
A w kolejnej relacji musimy jeszcze pociągami dojechać do Liberca w Czechach i w końcu coś zacząć pedałować!
Do zobaczenia
VLQonTour
