Nie będzie pewnie dla Was zaskoczeniem, że niebawem ruszę w kolejną wyprawę rowerową. Poprzeczka z ubiegłego roku zawieszona bardzo wysoko. Długo się zastanawiałem nad tym, gdzie by tu ruszyć w te wakacje? A ponieważ moje Dziewczyny wczoraj w nocy poleciały do USA na pięć tygodni, to oznacza, że i ja muszę gdzieś ruszyć. Bo jak pewnie niektórzy z Was pamiętają z poprzednich lat – nie lubię być sam w domu. Wszak nie nazywam się Kevin!
Ponieważ od września ubiegłego roku w otaczającej nas rzeczywistości wydarzyło się tak wiele i wcale nie tchnęło w nas wszystkich optymizmem czy to spokojem w planowaniu jakichkolwiek podróży, czy zwyczajnych, krótkich wypoczynków, to musiałem wymyślić taki kierunek, który by był na tyle pewny, by nagły obrót spraw na który nie mamy wpływu, nie zniweczył moich planów.
Inflacja, rosnące ceny żywności, rosnące podatki i daniny do ZUS, rosnące ceny surowców energetycznych i paliw energetycznych a na koniec wojna w Ukrainie spowodowały, że każda podróż za granicę podrożała i to w niektórych przypadkach dramatycznie. Bilety lotnicze ostro w górę, hotele, restauracje itd itp. Co więc takiego wymyśliłem? Polskę. Ale taką, której nie znam zbyt dobrze. A ponieważ w Polsce poruszanie się po ogólnodostępnych drogach do najbezpieczniejszych nie należy, to szukałem szlaków rowerowych. Na tyle długich, by stanowiły dla mnie wyzwanie i do tego takich, których jeszcze nie przejechałem. Stąd mój wybór padł na Szlak Odra – Nysa i EuroVelo 10 (znana również jako R10).

Niestety Opcio – mój Przyjaciel i rowerowy kompan tym razem nie da rady znaleźć możliwości urlopu na tak długi czas w tym okresie. Postanowiłem więc ruszyć samotnie. A tu nagle niespodzianka, bo poznany na zlocie grupy FB w ubiegłym roku Tomek z Warszawy pytał się na grupie o noclegi na szlaku Odra – Nysa. Słowo do słowa i wyszło na to, że pasuje mi termin, on jedzie z trzema kolegami i zaprosił mnie bym do nich dołączył. W ten sposób ustaliliśmy, że ruszamy pociągami do Liberca w Czechach i stamtąd przez trójstyk granic i Zgorzelec szlakiem Odra – Nysa. Oni jadą do Świnoujścia gdzie szlak się kończy. Ja pojadę dalej szlakiem EuroVelo 10 dotychczas określany R10 z końcem w Gdańsku. Chłopaki zakładają dużo noclegów na dziko, ale przygotowywałem się do tego (choć jeszcze nie do końca).

W ubiegłym roku zmieniłem rower. W tym roku poszedłem dalej. Największą zmianą jest powietrzny kompan. (werble) – Panie i Panowie – miło mi przedstawić: Dronka – Bronka!!! Bronek, to taki mały i lekki dronek. A w zasadzie mały dron DJI Mini 2. Waży 249g. No ale by móc cokolwiek uwiecznić na zdjęciach czy filmach z perspektywy powietrznej musiałem jeszcze zdobyć odpowiednie uprawnienia i zapoznać się z przepisami. I tutaj się pochwalę: TAK! JESTĘ PILOTĘ! W sensie, że ukończyłem kurs i zdałem egzamin, dzięki czemu mam teraz licencję na latanie 🙂
Wiem, że tak obiecuję już od dawna, że się będą pojawiać filmy z moich dotychczasowych wyjazdów i poza jednym filmem nic nowego się jeszcze nie pojawiło, ale obiecuję, że w tym roku od września ruszę z montażem i publikacją filmów naprawdę ostro. No a z tego wyjazdu mam nadzieję pokazać nie tylko perspektywę z rowera, ale też nieco wyżej.
Uwierzcie mi, że pisanie codziennie relacji z trasy na telefonie nie jest wygodne. Oprócz tego sam telefon stanowi pewne ograniczenie przy publikacji. Dlatego mam też nowego laptopa ważącego zaledwie 999g! Dzięki temu będę mógł mniej się wkurzać na niezmiernie denerwującą autokorektę zmieniającą wciąż to co piszę i nie rozumiejącą, że „że” to nie to samo co „ze”, że tak po pierwszy z brzegu przykład sięgnę.
No ładnie – moglibyście spytać – ale jak masz zamiar Bronka ładować, jak będziesz spać na dziko? Laptopa, telefon, GPS komputer, że o innych bajerach typu słuchawki bezprzewodowe nie wspomnę? O właśnie – to jest kolejna zmiana. Przekonali mnie w końcu testami, że ładowanie poprzez odpowiednią przejściówkę prądem z dynama w piaście jest o wiele mniej wydajne niż ładowarka solarna. To taki składany panel fotowoltaiczny, dzięki któremu można na USB ładować elektronikę. Co najlepsze, z perspektywy rowerzysty, to że ładowanie odbywa się czy jadę, czy stoję. Nie ważne też z jaką prędkością jadę. I tak zawsze, nawet przy zachmurzonym niebie, ładowarka fotowoltaiczna ładuje z większym natężeniem prądu niż z dynama. O ile większym? Jadąc około 15-20 km/h z dynama ładuje 0,6A a fotowoltaika niemal zawsze powyżej 1A do 2,4A.
Niezbędnym elementem w tej całej układance związanej z ładowaniem elektroniki jest odpowiedni powerbank. No i tutaj się pojawił problem, który jeszcze nie jest rozwiązany. Żeby móc ładować laptopa poprzez USB-C musi być źródło ładowania 20V 3.25A – niemało. Są takie powerbanki Baseus, które dają taką możliwość ładowania. A ponieważ mam sporo rzeczy do ładowania, to znalazłem cegłę, która ma pojemność 30000mAh. Tylko trochę cięższą niż mój ubiegłoroczny Baseus 20000mAh. Kupiłem z outletu (ze zwrotu klienckiego) za 199zł. Okazało się, że nie działa port USB-C na którym mi najbardziej zależy, więc oddałem. Kupiłem nowy powerbank. Podłączyłem laptopa i… Działa! Ładuje laptopa elegancko. Po 10 min odłączyłem i gdy godzinę później wróciłem do domu, powerbank już się nie uruchamiał. Zrobiłem zwrot i kupiłem jeszcze raz nowy powerbank u tego samego sprzedawcy. o 3 zł drożej – INFLACJA!!! Po weekendzie bożociałowym odebrałem przesyłkę, a w pudełku zamiast powerbanka… Jakieś organizery do kabli. Stres. Czas mi się kończy, a ja wciąż nie mam powerbanka. Telefonu bezpośrednio z ładowarki solarnej nie chcę ładować, bo grozi to uszkodzeniem układu ładowania. Muszę mieć powerbank. Dzisiaj ma mi kurier przywieźć od sprzedawcy powerbanka i odebrać pomyloną wysyłkę. Mam nadzieję, że limit pecha już został wyczerpany i wszystko będzie dobrze.
Ostatnie zmiany to siodełko, zapięcie rowerowe i bagaż. Kupiłem siodełko Witkop Medicus 6.3 Pro. Ma otwór wentylacyjny do chłodzenia jajek w trasie i jest o wiele lżejsze od bardzo wygodnej, ale ciężkiej „kanapy żelowej” z Dectahlona która samym swym wyglądem powodowała nadmierne powiększenie oczu u oglądających mojego niebieskiego Wilka. Na tę wyprawę biorę starą dobrą linkę spiralną – zapięcie. Jest po prostu lżejsza. A bagaż? No cóż – nie wiem, czy się zmieszczę z tym całym majdanem na dwa tygodnie i tą całą nową elektroniką do moich starych dwóch sakiew tylnych Crosso Dry o łącznej pojemności 60l. Jeśli nie, to będę pewnie musiał wziąć dry bag na bagażnik na tył. Zobaczymy…
Także klamka zapadła. Bilety kolejowe kupione. Ruszam w piątek 24.06.2022 przed 20 z Rzeszowa i w Katowicach łączymy się z Chłopakami w pociągu, który dowiezie nas rano do miasta Liberec w Czechach. W tym roku planuję sobie bardzo spokojne tempo, bez ciśnienia czasowego, z dużą ilością leżenia plackiem na polskim wybrzeżu. Do pokonania będzie ponad 960km. Dałem sobie dwa tygodnie. Będę się starał codziennie na bieżąco zdawać Wam relację z trasy.
Do zobaczenia!
Powodzenia! Trzymamy kciuki i czekamy na pierwsze wpisy/zdjęcia/filmy z wyprawy;)
Super, powodzenia!!!
Enjoy 🙂
W drogę ! Czekam na relacje – filmiki z Bronka