6:46 pociąg do Krakowa. Trzeba jeszcze na niego dojechać na czas. A że nie wiem jak tam postępy remontu dworca, to trzeba być minimum 20 min wcześniej. Przejście podziemne na dworcu w Rzeszowie już jest zrobione. Ciekawe tylko, dlaczego dostępne są wyłącznie schody? A rowerzyści? A inwalidzi, matki z dziećmi w wózku? Mam nadzieję że to zostanie naprawione rychło.
W Krakowie przesiadka.
Godzina postoju, która wykorzystałem na zjedzenie Whoopper w Burger King w ramach śniadania. Niezmiennie to mięso opiekane na ogniu w Burger Kingu nie przestaje mnie zachwycać. Wiem, że to sieciówka i że to fast-food, ale uwierzcie mi, coś się znam na burgerach i dlatego sam się dziwię sobie, że nawet takiemu BurgerLover jak ja wciąż te burgery smakują! Bo nie wiem, czy wiecie, ale prowadzę też na facebooku bloga o burgerach. Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej – wejdźcie TUTAJ.
Pojawił się w końcu zmoknięty Opcio. Zlał go deszcz, gdy jechał z domu na dworzec. Zapakowaliśmy się do właściwego 6 wagonu Pendolino. Niestety, uchwyty rowerowe w tym pociągu to naprawdę nieporozumienie. Rowery się w przejściu między toaletą a przedziałem pasażerskim za przednie koło. Oba nasze rowery po założeniu na owe haki tak blokowały przejście że wszyscy wsiadający, wysiadający i przechodzący między wagonami klęli nie tylko pod nosami. Rowery bujały się w czasie jazdy, więc dodatkowo ludzie łapali za co popadło, a to za uchwyt do kamerki, a to za uchwyt do smartfona. Jakby nie mogli za rączkę na kierownicy. Wszystko w efekcie mieliśmy poprzestawiane. Na szczęście nie połamane.
A w porze obiadowej, zamówiliśmy sobie obiad z Warsa. Powiem Wam, że ten schabowy, który zamówiliśmy był naprawdę niezły! I nawet nie był jakiś szczególnie drogi, bo 28zł. Tyle kosztował też schabowy na wyspie Energetyka na Solinie w Tawernie. Także: „Wars wita Was, Wars wita nas, Wars wita…”



Przesiadka w Malborku do osobowego. I tutaj w trakcie zakładania sakw urwałem kółko gumowe trzymające sakwy hakiem, żeby się nie bujały i trzymały w miejscu. Naprawiłem to na szybko trytytką. Wiedziałem jednak, że muszę coś wykombinować, bo na trytytce to rozwiązanie tymczasowe.


W Elblągu wysiedliśmy o 15:30 i ruszyliśmy najpierw do Starego Rynku, by zacząć trasę od Bramy Targowej w centrum starego miasta. Nadal uważam, że Elbląg lubię i jest w tym miejscu coś, co mnie do siebie przekonuje. Odpowiada mi to miasto. Mógłbym tu mieszkać i czułbym się tu swojo.





Z Elbląga ruszyliśmy w kierunku Tolkmicka. Jeśli ktoś z Was myśli, że na Pomorzu i Warmi nie ma górek, to się grubo myli! Jeszcze zanim minęliśmy tablicę końca Elbląga byliśmy mocno zdyszani i spoceni. Minęliśmy wyciąg narciarski na jednej z górek! Tak to prawda! Mają tu wyciąg narciarski! Dopiero gdy dojechaliśmy do zalewu wiślanego zrobiło się na chwilę płasko. W samym mieście Elblągu infrastruktura rowerowa jest dobra. Na obrzeżach zmienia się w płyty betonowe pamiętające czasy kolejek po mięso na kartki. Jednak za wyciągiem narciarskim pojawia się dość długi odcinek przez las utwardzoną ścieżką (o ile nie ma deszczu).
Mijaliśmy bogate wille z ogromnymi ogrodami i sporymi oczkami wodnymi. Całą dzisiejszą trasę znamy dobrze i pamiętamy niezgorzej, bo 3 lata temu tędy jechaliśmy. Różnica polega na tym że tym razem wystartowaliśmy nie rano, a dopiero przed 16 (nim dojechaliśmy do bramy będącej punktem startowym).





To co się zmieniło na trasie przez te 3 lata, to zostało mniej słupków oznaczających trasę GreenVelo, przez co momentami bez nawigacji można się pogubić.
Na ścieżce wzdłuż brzegu zalewu do Tolkmicka i za nim położono dodatkowe gładkie płyty betonowe (pomiędzy ażurowymi) dzięki czemu jedzie się bez porównania przyjemniej. Już nie klepie tak w tyłek jak dawniej!
Po dojechaniu do Fromborka gdzie poza zbiciem piony z Mikołajem, zrobiliśmy jeszcze zakupy w Biedrze i podjęliśmy decyzję by ominąć fragment trasy Green Velo. Zamiast jechać szlakiem na Nowy Pasłęk, pojedziemy asfaltem prosto do Braniewa.






Było bowiem już dość późno. Na trasie się okazało, że droga wojewódzka którą się poruszaliśmy, jest w remoncie. Dlatego spory odcinek jechaliśmy piaszczystą nawierzchnią a resztę nowiuteńkim i pustym asfaltem. Tym asfaltowym pustym odcinkiem jechało się po prostu wspaniale! W połowie remontowanego odcinka musieliśmy jednak przekroczyć rzekę. Bo w końcu jakiś powód braku ruchu musiał być? Tyle tylko że most jest w trakcie budowy, dlatego przekroczyliśmy ją prowizorycznym drewnianym wąskim pomostem.
W Braniewie zarezerwowaliśmy pokój w pensjonacie Zacisze. 60 zł za osobę, pokój po remoncie, w cenie też miejsce na rowery w szopie pomiędzy budynkami tego pensjonatu/pokoi gościnnych.
Braniewo niewiele się zmieniło. Jak było dresiarskie, tak nadal takie pozostało. Na szczęście mimo iż poszliśmy jeszcze na zakupy, nie musieliśmy nikomu udowadniać, że „jego ból jest lepszy niż mój”, czy jak to tam leciało (:
Przejechaliśmy od bramy w Elblągu, do celu w Braniewie – „mieście Dresów” ponad 65km w ciągu 3,5h. Ogółem tego dnia przejechałem więcej km, bo prawie 72km licząc jeszcze dojazd z domu do dworca PKP w Rzeszowie.
Wykresy że Stravy możecie zobaczyć tutaj
Jutro będzie o wiele więcej kilometrów… Zatem do jutra!
VLQ



Hej przygodo ! – czytam czytam i zazdroszczę … taka moja natura podkarpacka. Co do „miasta dresów” to zgadzam się w 100 % z poczynioną obserwacją – jest to swego rodzaju fenomen w skali kraju – piękne lampasy na spodniach kreszowych są wyznacznikiem statusu społecznego i akceptacji zadawanego bólu – co zrobić – lepiej tam w Biedrze zrobić zakupy i jechać dalej.
Świetny tekst – czekan na więcej !- czytam przy kawie rano w biurze i jest mi lepiej. Bezpiecznej podróży !.
Dziękuję Grzegorzu! Właśnie ruszamy na południe przez Wigry, Augustów do doliny Biebrzy. Miłego dnia!