Ruszyliśmy! Ze Splitu do wyspy Vis

Rano poruszenie na pokładzie. Jeszcze wczoraj wieczorem Kapitan Mariusz ustalił zasady jakie będą nas obowiązywać podczas rejsu. Jedną z najważniejszych jest ustalenie wacht. Umówiliśmy się więc na wachty rodzinami. Dzisiaj obsługujemy my z Patką. Naszym zadaniem było nakarmić całą załogę i zadbać o stały dopływ kofeiny do krwi naszego Kapitana. Na pokładzie oprócz kuchenki gazowej czteropalnikowej w wyposażeniu jest też typowo włoska kafetierka. Kawa z niej wychodzi bardzo smaczna. Pora śniadania ustalona na 8:30 (w końcu jesteśmy na wakacjach). Dlatego pobudka koło 7~7:30. Patka wstała o 5 rano, dlatego mogła porobić zdjęcia Mariny o wschodzie słońca. Jest przepięknie! Zresztą – sami zobaczcie:

Po uprzątnięciu wszystkiego mogliśmy odbijać od Mariny.
Wypływa się na silnikach, ale ze względu na małą przestrzeń, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Odcumowaliśmy i ruszyli. Żegnamy Split na kilka dni. Wrócimy tu ostatniego dnia. Obraliśmy kurs na wyspę Vis.

Mijaliśmy po drodze bramę pomiędzy wyspami Šolta i Brač.

Zawinęliśmy do pięknej zatoczki Travna przy wyspie Šolta. Stało tam bez nas raptem trzy jachty. Pięknie przejrzysta woda, rybki, idealne warunki do pływania. Zakotwiczyliśmy na chwilę tutaj, ponurkowali, popróbowali stania na supie.

Korzystając z okazji, na prośbę Kapitana, miałem okazję przetestować nowe GoPro 9 Black. Chodziło o to, że trzeba było nagrać pod wodą jak wygląda od spodu nasza łódź – czy nie ma uszkodzeń i czy śruby silników i płetwy sterowe są nieuszkodzone. Przy odbiorze łodzi bowiem nie bardzo było jak to sprawdzić a za wszelkie uszkodzenia przy zdaniu katamaranu odpowiadamy już my. GoPro 9 jest wodoszczelne do 10m, choć nasłuchałem się od vlogerów pokroju Bartka Czukiewskiego z BezPlanu na YouTube i innych, że z tą wodoszczelnością bywa różnie. Bartkowi padły 2 kamerki pod wodą. Pocieszające jest jedynie, że GoPro wymieniło mu zalane kamery bez szemrania. Na szczęście mimo kilku wodowań – moje GoPro nie miało z tym żadnych problemów. Z filmu wynikło, że łódź jest we wzorowym stanie, chociaż po dotknięciu burty miałem nogę i rękę w kolorze „blue”. Jakaś ta farba dziwna…

Chciałbym Wam jeszcze przedstawić „sprawcę całego tego zamieszania”. Ryszard Gargaś – prywatnie mój Teść, Tata Pati, wśród niektórych przyjaciół zwany „Gargo”. To właśnie on w czasie powrotu z nim z nart doprowadził do zorganizowania całego tego rejsu. Skontaktował się ze swoim przyjacielem Mariuszem, później ze swoimi przyjaciółmi Grzegorzem i Moniką i tak zrodziła się idea wspólnego rejsu po wodach Chorwacji. Panie i Panowie – przedstawiam Wam – Ryszarda – najbardziej wyluzowanego z naszej załogi acz bardzo doświadczonego żeglarza. Wszak to on uczył Mariusza pierwszych kroków w żeglarstwie!

Po jakichś dwóch godzinach zabawy w zatoce Travna, ruszyliśmy dalej.
Zostawiliśmy za lewą burtą Hvar by dostać się do wyspy Vis. Wiało dobrze, zaskakująco jednostajnie, bez zmian kierunku. Można to było ogarnąć na „autopilocie”, ale chciałem się pobawić za sterem i za pozwoleniem naszego Skippera Mariusza mogliśmy to z Grześkiem na dość długich odcinkach zrobić. Trochę zwrotów, trochę zabaw z linami, przeszkolenie w kwestii stawiania jachtu na kotwicy i tak zleciał nam dzień.

Tak dobry równy wiatr wiejący z jednego kierunku, dzięki czemu jechaliśmy bardzo szybko (bo momentami prawie 8 węzłów) pełnym kursem, zdarza się rzadko. Na solińskiej kałuży w ogóle się nie spotyka 🙂 Dzięki temu mogliśmy się bez halsowania (czyli zmieniania kierunków w stosunku do wiatru) poruszać prosto po kursie – jak na silnikach! Dlatego na pokładzie – pełny relaks!

W końcu dopłynęliśmy do wyspy Vis. Minęliśmy jednak miasteczko Vis by jeszcze przed zachodem słońca dotrzeć do zatoki przy plaży Rogačić obok jugosłowiańskiego schronu dla łodzi podwodnych.

Zakotwiczyliśmy w pobliżu schronu. Popływaliśmy jeszcze trochę w ciepłej przejrzystej wodzie. Pontonem poeksplorowaliśmy zatokę i schron. I wtedy mogliśmy obejrzeć piękny zachód słońca. Właśnie o to chodzi w takich rejsach. Piękne miejsca, widoki, ciepła woda, pływanie, nurkowanie, relaks! Wspaniale!

Gdy nakarmiliśmy całą załogę, mogliśmy usiąść w kabinie zewnętrznej by przy drinkach porozmawiać na bardziej i mniej istotne tematy. Wspominki, dzielenie się doświadczeniami. Aż w końcu wszyscy poszli spać pod pokładem.

Do zobaczenia jutro!

Zostaw komentarz