Tak się starałem i nic! Wizualizowałem sobie jaką będę miał piękną pogodę, jak się spiekę słońcem i wręcz problemem będzie robienie zapasów wody w tym upale… No cóż… Problemów dzisiaj z wodą pitną nie miałem zbyt wiele. No może było jej wręcz za dużo… W powietrzu. Napić się tego nie da, za to unosi się wszędzie, jakby ktoś z rozpylacza lał z góry. Do tego zimno i wiatr. Czyli standardowe warunki właśnie wtedy gdy sobie umyślę jechać na wyprawę rowerową. I nie ma znaczenia, czy to lipiec, czy sierpień 😉
Wstałem o 4 rano, ale jak zobaczyłem co się dzieje na dworze (leje), przestałem się śpieszyć. I tak padało dalej, więc o 5:58 zniecierpliwiony wsiadłem na rower i pojechałem mimo deszczu. Pierwsze dziesiątki kilometrów szły dobrze. Jednak trasa jaką sobie wymyśliłem była bardzo wymagająca. Deszcz na zmianę z mżawką, niska temperatura i morde-wind (czyli wiatr w twarz) nie pomagały.
Jechałem z nastawieniem, że w Rymanowie zatrzymam się na dłużej. Nie spodziewałem się jednak że zobaczywszy zdrowy podjazd do rymanowskiego rynku i chcąc odpocząć chwilę, dostanę takich ogromnych skurczy nóg. Ledwo ustałem zsiadając z rowera. Chwilę trwało nim na tyle rozciągnąłem nogi, by móc prowadzić rower, bo o jeździe pod te wzniesienie nie było mowy. Wylazłem na górę, w aptece kupiłem magnez (bo oczywiście zapomniałem go wziąć, choć dotychczas nigdy mnie skurcze nie łapały na wyjazdach) i w kawiarni obok wypiłem magnez, zjadłem sernik i odpocząłem nieco. Jakież było moje zdziwienie dosłownie 300m za rogatkami Rymanowa, gdy zaczęły mnie łapać skurcze znowu, przy każdym ruchu nogami i to mocniej niż przedtem. Wypiłem kolejny magnez. Skracając- to była katastrofa! Każde mocniejsze dociśnięcie pedała to gigantyczny skurcz. Dochodziło do tego, że próbując się zatrzymać i zsiąść z rowera, nie byłem w stanie ustać na nogach. Kilka razy przewróciłem się do rowu. I tak w kółko. Przerwa, coś zjadłem, porozciągałem mięśnie i jazda. Kawałek dalej stop. Doczołgałem się jednak jakoś do Jaślisk. Tam zaczynał się turystyczny szlak pieszy z Jaślisk do Čertižne przez granicę. Jadąc szlakiem spotykałem pieszych turystów patrzących ze zdziwieniem na mnie prowadzącego rower pod każde najmniejsze wzniesienie. Nie byłem jednak w stanie docisnąć pedałów na tyle by na te wzniesienia wyjechać nie ryzykując upadku ze skurczami łydek i ud. Tymczasem na szlaku takie atrakcje:
Niektórzy z Was mogą wiedzieć, jak kultowym miejscem jest Babadag. Zwłaszcza Ci, którzy przeczytali Andrzeja Stasiuka „Jadąc do Babadag”. Autor ten mieszka w Beskidzie Niskim przez który właśnie przejeżdżałem. Ach! Gdyby pogoda była lepsza! Widoki byłyby przepiękne!
Od Jaślisk „droga” w koszmarnym stanie. Szlak utwardzony, czyli kamulce jak cholera! Niewygodnie. I ostre podjazdy. A ja – skurcz! Dopiero w Krasnym Brodzie na Słowacji po czwartym magnezie skurcze odpuściły. Od Čertižne piękny asfalt! Do tego wiaterek w plecy! O tak to mogę jechać! Jedynie co chwilę przetaczające się ulewy, które trzeba było gdzieś przeczekać. To było 5 postojów. Średnio po 15 min. A czas leci… Tik Tak…
Dość powiedzieć, że mogło się to dzisiaj różnie skończyć – na przykład noclegiem na trasie przed celem dzisiejszego etapu wyprawy… Uparłem się jednak i dałem radę. Dojechałem do Zemplinskiej Širavy.
Tutaj daje zdjęcia zachodu słońca jakieś 15km przed Širavą, bo jak dojechałem, to musiałem szybciorem przed ulewą znaleźć miejsce na nocleg i było już ciemno. Zdjęcia jeziora zrobię jutro.
Zmiana planów co do noclegu dzisiejszego dnia jednak polega na tym, że wynająłem pokój w pensjonacie, bo ulewa się zbierała straszna. Może być to fajne przespać się pod namiotem, ale nie dziś…
Dzisiejszy dzień zamknął się w 185 km. To mój rekord. Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudność trasy, terenu i pogody, zawiesiłem sobie poprzeczkę wysoko. Więcej danych o trasie tutaj.
A jutro? W planie jest ponad 200km. Różnica polega na tym, że nie ma takich podjazdów jak w Polsce. Czy dam radę? O tym przekonamy się jutro. Tymczasem idę spać mimo że disco napieprza na cały regulator na dole budynku. Pobudka o 4. O 6 szybka „ranajka” i ogień!
VLQ









