Podsumowanie dnia drugiego:
Pyszne śniadanie w Klemensie w Szczebrzeszynie dało dawkę energii na start. Na początku mżyło. Kostka brukowa na początku tylko rozgrzała amortyzatory i ręce, bo po tym jedna i druga przecinka piaszczysta przez pola zwiastowała czego się spodziewać później. Jak asfalt się trafił, to była wersja „ulepianki”, czyli to co położono w latach ’80 a później co roku zalepiano dziury. Łata łatę łatą pogania. Terepie wszystkim jak cholera! Amortyzatory niewiele tu dają. I do tego najczęściej pod wiatr! Ale uparty jestem, to drałowałem dalej.


Gdy powitałem Krasnystaw liczyłem na asfalt. Budowniczy GV miał inne zdanie i położył utwardzony żwir… dla porównania- po wczorajszym dniu rower i sakwy jak nowe. Po dzisiejszym wszystko utytłane i zapylone.
Dotychczas Krasnystaw kojarzył mi się tylko z dobrymi wyrobami mlecznymi… a tu proszę: rynek z magistratem i fontanna z rybami z godła miejskiego.


Przestało mżyć. I dobrze! Bo droga od Szczebrzeszyna kiepska. Polne przecinki, połatany a i tak dziurawy asfalt, trochę utwardzonego żwiru. Łapy mdleją od tego terepania!


W Chełmie ładne ścieżki rowerowe ASFALTOWE i MOR co krok. W innych miejscach różnie. Były długie odcinki bez MOR (Miejsce Odpoczynku Rowerzysty). A w Wołczynach były 2 blisko siebie. Tylko po co? W Chełmie brak słupków i drogowskazów przez kilka km od parku rowerowego. Dlaczego? Gdybym nie miał mapy cyfrowej, to nie wiem, czy bym był pewny gdzie jechać.
Od miejscowości Zbereże ładny asfalt, to podgoniłem. A za Wołczynem znowu mordęga przez las do Sobiboru i dalej aż prawie do Okuninki, gdzie wzorowa ścieżka rowerowa.
Wymęczyły mnie te „atrakcyjne” drogi GV dzisiaj. Jeżeli ktoś lubi właśnie takie ścieżki, to na pewno na nie więcej niż 50 km wycieczkę i na pewno bez bagażnika, sakiew itd… Jeśli się projektuje „autostradę rowerową płn-płd” to nie takimi drogami PLEASE! Ciężko było znaleźć wolne miejsce na nocleg, ale wszyscy byli pomocni ( paniom z Asturu dziękuję!) i ostatecznie znalazło się dla mnie miejsce w Agroturystyka Teodozja i Jerzy Bartnik. Polecam!!! Zdążyłem obejrzeć pokój i jak wróciłem po sakwy, dopiero wtedy lunął deszcz! Ma się te „law of attraction”, co? Dostałem jeszcze przepyszny żurek i pierogi ze skwarkami. Mniam! Popiłem całym dzbankiem kompotu.
Teraz regeneracja i jutro znowu ogień. Muszę pomyśleć nad celem na jutro…
TUTAJ możecie zobaczyć trasę z endomondo z wykresami prędkości, tętna i nachylenia

